czwartek, 19 listopada 2015

Zimowa wioska

Witajcie Kochani! Bardzo dziękuję za odwiedziny w ciągu ostatnich tygodni i za to, że zostawiacie po sobie ślad - jest mi bardzo miło! 

Moje uwielbienie do domków, jako formy, którą można ozdobić, przerobić, stworzyć z niej ciekawą dekorację - nie mija. Wprawdzie kiedyś, parę lat temu ta miłość... buzowała, domków było sporo, wciąż miałam na oku kolejne do zdobienia. Minęło lat parę i znów się zabieram za "budowanie". Tym razem zimowej wioski. 

Malutkie, tekturowe domki Melissy Frances leżały u mnie bardzo długo. Stworzone z myślą o ozdobach choinkowych (miały specjalną dziurę w dachu oraz dołączone zawieszki), w mojej pracowni stały się trzema niewielkimi ozdobami. Zastanawiałam się czy nie połączyć ich w jedną dekorację, dorabiając swego rodzaju platformę, wypełnioną "śniegiem", ale ostatecznie uznałam, że wolę 3 małe dekoracje niż 1 dużą. Zaczęłam od sklejenia i pomalowania tekturowych baz, malowałam za pomocą farb akrylowych, w tym mojej ulubionej miętowej Heritage. Następnie ośnieżyłam dachy białym brokatem i ozdobiłam je "czapami śniegu" za pomocą specjalnej, ziarnistej farby 3d w pisaku. Kiedy tylko mam okazję, zbieram naturalne gałązki - suszę je i jak widać - przydają się bardzo, np. do stworzenia drzewek. Na koniec dodałam trochę drobnych ozdób, których resztki trzymam w specjalnym pudle z myślą, że nigdy nie wiadomo do czego mogą się przydać. :) Są to skrawki koronek, pojedyncze koraliki, ozdoby na drucikach, których zostało zaledwie parę cm. 

Tak, jestem chomikiem, ale dzięki temu mogłam ozdobić moje domki tak jak lubię, bez zbędnych, specjalnych zakupów. Zbierajcie resztki, szczególnie sezonowe - zwykle nie tracą na wartości i nie wychodzą z mody, a można dzięki nim stworzyć coś oryginalnego. :) 
Mili moi - zapraszam Was do mojej zimowej wioski :)













Pozdrawiam bardzo ciepło znad kubka gorącej kawy z mleczkiem i życzę Wam spokojnej reszty tygodnia! :) 

sobota, 7 listopada 2015

Miejska dżungla czyli fioletów oswajanie

Witajcie Kochani! Dziękuję Wam ogromnie za odwiedziny i przemiłe komentarze - niesamowicie mnie cieszą!
Dziś chciałabym się z Wami podzielić layoutem, którym oswajam fiolety. Nie jest tajemnicą, że wszelkie odcienie fioletu w moich pracach nie goszczą zbyt często. Ten kolor kojarzy mi się... nie, właściwie z niczym mi się nie kojarzy, dlatego tym trudniej mi się z nim pracuje. :) Przywoływanie na myśl inspirującej śliwki węgierki, ciemnego winogrona, zimowego nieba o brzasku, pięknego szala mojej kolażanki czy jagodowego koktajlu - nie działa :) No, trudno jest i już. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała. Jestem pewna, że każdy z nas ma takie niezbyt lubiane odcienie. :) Lubię wyzwania, fiolet jest dla mnie wyzwaniem. Biorę to na bary i próbuję oswajac dalej.
Tym razem było mi jakby łatwiej - chciałam stworzyć kompozycję ze świetnymi zdjęciami Róży - dużo w nich różu (ten odcień również nie jest moim ulubionym) oraz różnych odcieni fioletu i błękitu. Ponieważ nie mam zbyt wielu dodatków w moich "nieulubionych" kolorach, postanowiłam je sobie namalować. Mamy więc malowane akwarelami kwiaty i piórka, a poza nimi kilka elementów, za pomocą których miałam zamiar stworzyć kompozycję opartą na wielu fakturach różnorodnych materiałów.
Zdjęcia prezentują Różę w naszej gorzowskiej "miejskiej dżungli" i taki też charakter pracy miałam zamiar uzyskać :) Kolorowa dżungla pełna kwiatów i liści "na słodko - dziewczęco". Pojawiły się też dziecięce elementy - brokatowe sarenki, które się ogromnie Róży podobają. Przydały mi się tutaj kwiaty - papierowe i z tkaniny, tkaninowe liście, gałązki z tworzywa, pokryte ciekawym meszkiem, chipboardy, papierowa taśma, farbka 3d, azurowe motyle i inne drobnostki. A efekt wygląda tak:







Pozdrawiam ciepło i życzę Wam wspaniałego, kreatywnego weekendu! 

LinkWithin

.